Wysypałem korę na rabaty. Taką grubą, sosnową. Pięknie pachnie, przyjemnie się chodzi. Ale chodzi też o coś więcej – o to, czego nie widać.
Bo pod korą jest chaos. Resztki starych liści, suche łodygi, kłącza, ślimaki. Ale wystarczy warstwa ochronna i – proszę – wygląda schludnie, spokojnie, estetycznie.
Tak samo działa nasza psychika. Zakrywamy zmęczenie uprzejmością. Złość – żartem. Poczucie zagubienia – działaniem.
I to nie jest złe. To też jest sposób radzenia sobie.
Ale warto pamiętać: kora nie zastąpi gleby.
Czasem trzeba jednak zajrzeć pod spód. Popracować nad tym, co w środku. Nawet jeśli na górze wszystko wygląda jak z katalogu.
Bo bez dobrej ziemi – nic nie urośnie. Nawet pod najładniejszą korą.

