Każdy ogrodnik wie: chwasty wracają. Nieważne, jak bardzo się starasz, jak dokładnie pielisz – tydzień później pojawiają się znowu. Uparte, żywotne, zdeterminowane.
I dokładnie tak samo działa głowa.
Myśli, których nie chcesz. Stare schematy. Wątpliwości. Porównywanie się. One też wracają. Zwłaszcza wtedy, gdy nie masz czasu się zatrzymać i zrobić „porządków”.
Pielenie ogrodu to świetna metafora dla mentalnej higieny. Nie chodzi o to, żeby wyplenić wszystko, co brzydkie. Chodzi o to, żeby zapanować nad tym, co zagłusza to, co naprawdę ważne.
Niektóre chwasty są nawet… ładne. Mniszek, komosa, pokrzywa – są uparte, ale mają swoje zalety. Tak samo z myślami: nie wszystko, co „dzikie”, trzeba od razu usuwać. Czasem wystarczy zrozumieć, po co się pojawiły.
Więc jeśli Twój ogród – albo Twoja głowa – zarasta ostatnio nie tym, co trzeba… nie panikuj. Weź rękawice. Weź czas. I zamiast się wkurzać, po prostu: piel.

